11.10.10
22.7.10
Oj, czy zna polszczyzna? cz. 1
O tym, że życie codzienne samo z siebie wpisuje się we filmowy gatunek ekstremalnie abstrakcyjnej komedii sytuacyjnej, nie trzeba chyba nikogo przekonywać, warto jednak od czasu do czasu przypomnieć co lepsze jego gagi.
W ramach naszej pierwszej lekcji polszczyzny dla boleśnie zaawansowanych - przedruk przecudnej urody artykuliku z lokalnej gazety wydawanej w dawnym województwie skierniewickim, wraz z krótkim omówieniem.
* * *
DRZEMKA NA SZCZYCIE MASZTU
Przez ponad godzinę straże z Rawy Mazowieckiej, Skierniewic i Głuchowa starały się dotrzeć do dwóch mężczyzn, którzy utknęli na szczycie wierzy masztu telefonii komórkowej. Panowe w nocy z soboty na niedzielę postanowili z wysokości 60 metrów obejrzeć wschód słońca i…zmorzył ich sen.
Strażaków ze skierniewickiej Komendy Miejskiej PSP powiadomiła jedna z mieszkanek Głuchowa, która na szczycie masztu telefonii komórkowej zauważyła wystające ludzkie nogi.
- Pierwsza informacja była taka, że może być to samobójca - mówi starszy kapitan Dariusz Hałat z KM PSP w Skierniewicach.
- Na miejsce zadysponowaliśmy najpierw ochotników z Głuchowa - dodaje.
Okazało się, że rzeczywiście na wysokości około 60 metrów widać ludzkie nogi i bez specjalistycznych podnośników ciężko było dostać się na sam szczyt. Wezwano sprzęt z Rawy Mazowieckiej, jednak mierząca 25 metrów drabina okazała się zbyt krótka. Niedługo potem wezwano większy 37 metrowy sprzęt ze Skierniewic. Ten także nie był w stanie sięgnąć samej góry.
- Strażacy zdecydowali się wspiąć po drabinkach technicznych do znajdujących się na górze ludzi. Gdy już do nich dochodzili, ci nagle się obudzili i sami zaczęli schodzić na dół - mówi Dariusz Hałat.
Jak udało nam się ustalić mężczyźni, wracając z nocnej zabawy zdecydowali się na obejrzenie wschodu słońca i podziwianie malowniczej perspektywy Głuchowa. Szybko jednak na wysokości 60 metrów zmorzył ich sen. Sprawą zajmuje się skierniewicka policja.
- Na razie nie wiadomo, czy będą im postawione jakieś zarzuty, ale sprawa jest rozpatrywana i pewne jest, że swoim zachowaniem postawili o świcie na nogi służby ratunkowe - mówi Artur Bisingier, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Skierniewicach.
wk
["Głos Skierniewic i okolicy" z 15 lipca 2010, str.14]
* * *
Powyższa czytanka zmusza do zastanowienia nad wieloma aspektami codziennego życia Polaków. Otóż bowiem okazuje się, iż po weekendowej libacji na terenach centralnej Polski zdarza się mężczyznom samorzutny wybuch wiary i to samowtór. Nie wiadomo wszakże w czym w podobnych sytuacjach zwykli pokładać wiarę krajanie.
Ponadto, choć instynkt podpowiada co innego, faktycznie człowiekowi zmorzonemu snem może zdarzyć się, iż utknie tu i ówdzie, jeśli bowiem wierzyć słownikowi języka polskiego PWN, "utknąć" oznacza ni mniej, ni więcej, tylko "zatrzymać się, nie mogąc dalej jechać, poruszać się", sen zaś w sposób niedwuznaczny uniemożliwia przemieszczanie się - jakkolwiek wyjątkiem niechlubym pozostają tu somnambulicy.
I wreszcie przechodząc do najistotniejszej informacji zawartej w powyższej notatce: dwudziestopięcio- i trzydziestosiedmiometrowe drabiny wbrew wszelkim pozorom nie sięgają szczytu sześćdziesięciometrowych masztów telefonii komórkowej, nie ma to jednak istotnego znaczenia, bowiem ich obecność najwyraźniej ułatwia wykwalifikowanej kadrze ratowniczej wspinanie się po drabinkach technicznych istniejących w tego typu konstrukcjach wysokościowych.
12.2.10
Chromosome Breaker - El Camino (Live on 11.02.10.)
sanity has thrown he dice and madness whispers her lies...
11.2.10
9.2.10
7.2.10
Chromosome Breaker - Leniwe Ras (Waterloo Galery 12.02.2007)
kultowy kawalek kultowego zespolu
uwaga! podczas odtwarzania tego utworu
samochody same kreca baczki, a dziewczyny
same pokazuja cycki
3.2.10
Stachursky - Dosko [ahatalmasviharlebontjaanagyfáknádéppcsaksziklák]
wspaniala wersja wspanialego utworu
a tu, prosze bardzo-orginal:
http://www.youtube.com/watch?v=TU7V5_Jy-RI
JASZA JASZA JASZA JASZA
23.1.10
20.1.10
Jak palić grypsy.
Rzeczą niemal oczywistą jest tak dla znawców tematu - bywalców potańcówek, domowych prywatek, czy choćby sobotnich potupaj - jak i dla osób nie mogących nazwać siebie salonowymi lwami albo duszami towarzystwa, bez narażenia się na ze wszech miar słuszne, ironiczne docinki i niewybredne żarty. Skoro więc fakt ten dotyka bez wyjątku każdego człowieka, który podejmie się trudnej sztuki brylowania w towarzystwie, warto głębiej przeanalizować prosty, a przy tym skuteczny mechanizm palenia dowcipów.
Można dość swobodnie traktując zarówno narrację, postaci, jak i ogólną fabułę uwiarygodnić oraz wzbogacić o nutę dramatyzmu, bowiem recytacja pointy poprzedzona jest na ogół w takich przypadkach bądź to niejasnym przeczuciem zbliżających się opałów, bądź nagłym atakiem paniki, przez którą przebija się jedynie rozpaczliwie rzucane, wewnętrzne pytanie: jaką do kurwy nędzy mam teraz podać pointę? Ten moment stanowi krytyczny punkt, od którego zależy końcowy rezultat owego dzieła sztuki, jakim jest palenie grypsów. Najważniejszym krokiem jest oczywiście kontyuowanie opowiadania żartu bez przyznawania się do zaistniałej sytuacji. Co do pointy - warto po prostu powiedzieć ją nieco innymi słowy, zdając się na własny gust, wyrobienie towarzyskie oraz instynkt samozachowawczy. Przykład:
Dość mikrej jakości seksistowski żart, brzmiący w oryginale:
Jak zrobić pasztet zajęczy? Wystarczy wyrwać na bibce najwiekszy pasztet i wygrzmocić w dupę, aż zajęczy.
zykuje dużo niezwykłych smaczków po drobnej transfiguracji do poniższego kształtu:
Jak zrobić pasztet zajęczy? Wystarczy wyrwać na bibce największego królika i wygrzmocić, aż z dupy poleci mu pasztet.